czwartek, 26 czerwca 2014

Idziemy na zakupy cz. II


W pierwszym poście zakupowym, który pojawił się na blogu jakiś czas temu stworzyłam podstawową listę zakupów, dla osób chcących rozpocząć swoją przygodę z kosmetykami samo-robionymi. Surowce, które wrzuciliśmy do naszego koszyka pozwalają na przygotowanie pierwszego peelingu, balsamu w kostce czy olejku do kąpieli. Jest to również, prawie kompletny zbiór surowców potrzebny do przygotowania bardziej skomplikowanych receptur. Pisząc bardziej skomplikowane mam na myśli masła, kremy i balsamy do ciała. 

Dla przypomnienia lista, którą stworzyłam ostatnio:
Masło kakaowe
Masło shea
Wosk pszczeli
Oliwa z oliwek
Olej z pestek moreli
Olej słonecznikowy
Olej konopny
Olej makadamia
Frakcjonowany olej kokosowy
C12-C15 alkyl benzoate
Wosk emulgujący NF (lub inny emulgator)
SLP lub polisorbat 80
Alkohol cetylowy
zapachy/olejki eteryczne
Witamina E
 
W naszym spisie brakuje tak naprawdę jednej rzeczy, która umożliwi nam otrzymanie emulsji. Mowa tu o wodzie, która w połączeniu z fazą tłuszczową, w której rozpuszczony jest emulgator (np wosk emulgujący NF) umożliwia tworzenie układów dyspersyjnych. Woda używana do produkcji kosmetyków i  produktów farmaceutycznych, nie jest zwykłą wodą wodociągową.

Główny składnik naszych emulsji przechodzi przez wiele etapów oczyszczania. Woda do produkcji kosmetyków musi być pozbawiona wszystkich nieprzyjemnych i niekorzystnych cząstek, które znajdują się w zwykłej wodzie wodociągowej. Eliminując składniki takie jak np jony metali, cząstki stałe, pochodne chloru i substancje utleniające otrzymuje się surowiec o doskonałej jakości. Jak to wygląda w praktyce?? Układy (stacje) do oczyszczania wody zbudowane są z wielu filtrów np. piaskowy- eliminuje cząstki stałe, węglowy- eliminuje jony chloru, jonity- umożliwiają pozbycie się jonów wapnia i magnezu. Dodatkowo w układy często dodawane są odżelaziacze i odmanganiacze, które jak sama nazwa wskazuje eliminują jony żelaza i manganu, które woda może zawierać. W większości stacji oczyszczania znajdziemy również systemy odwróconej osmozy i lampy UV.

Czy ktoś z Was posiada taki układ w domu?? Podejrzewam, że nie, dlatego warto do naszych produkcji sięgnąć po wodę, którą dostaniemy w każdym hipermarkecie z naklejką woda demineralizowana. Nie używajmy wody mineralnej, ponieważ zawiera dużo jonów wapnia i magnezu, które są doskonałą pożywką dla bakterii. Również przegotowana woda wodociągowa nie jest najlepszym rozwiązaniem, ponieważ nie mamy pewności, że po zagotowaniu wszystkie niekorzystne związki zostaną wyeliminowane.

Trochę rozpisałam się o wodzie i pewnie dla wielu osób te informacje to coś nowego. Jednak faza wodna naszych receptur to nie tylko woda, dodajemy tu wszystkie związki, które w wodzie są rozpuszczalne i które są odporne na temperaturę ok 70 C. W fazie wodnej przeważnie znajdują się jakieś humektanty, czyli substancje nawilżające. Na blogu możecie przeczytać kilka postów o nawilżaczach (zajrzyjcie do zakładki chemia surowców kosmetycznych). Substancji nawilżających w sklepach z półproduktami znajdziemy kilka. Ponownie trzeba zastanowić się, które zakupić robiąc pierwsze zakupy?  Moim zdaniem najrozsądniejszym wyborem jest glicerol oraz mleczan sodu. Są to substancje wiążące wodę z atmosfery w warstwie rogowej naskórka. Dodatkowo mleczan sodu znajduje się w naturalnym czynniku nawilżającym skóry (NMF). Zdaję sobie sprawę, że pewnie wiele osób od razu zakupi kwas hialuronowy, który na tle innych nawilżaczy wypada najlepiej. Pamiętajcie jednak, że wiązanie wody odbywa się na powierzchni skóry, a kwas niestety nie dostaje się do głębszych warstw.

Możemy również pokusić się o zakup PCA, sorbitolu czy glikoli, jednak moim skromnym zdaniem na początku naszej surowcowej przygody powinniśmy wybrać substancje podstawowe, które nie powinny przysporzyć nam żadnych problemów w przygotowaniu naszych mazideł. Z substancji nawilżających przychodzi mi również do głowy mocznik, jednak tu wchodzimy na niebezpieczny grunt stabilizacji tejże substancji mleczanem sodu i/lub kwasem mlekowym, ponieważ może on hydrolizować.

Fazę wodną możemy również wzbogacać różnymi hydrolatami. Surowce te są produktem ubocznym, uzyskiwanym w procesie produkcji olejków eterycznych. Są roztworami wodnymi, które zawierają substancje aktywne rośliny, z której zostały otrzymane. Hydrolaty mają charakterystyczne zapachy, które nie każdemu mogą pasować, dlatego ich wybór to kwestia bardzo indywidualna. Ze swojej strony mogę polecić hydrolat z oczaru wirgilijskiego. Przy zakupie hydrolatów zwróćcie uwagę na to jaki hydrolat wrzucacie do koszyka oraz jaki jest jego termin ważności. Jeżeli mamy do czynienia z czystym hydrolatem jego termin ważności nie będzie najdłuższy w odróżnieniu od hydrolatów do których dodano konserwanty.

Wspomniałam o konserwantach, które muszą znaleźć się na naszej liście zakupowej. Chcemy przecież tworzyć masła, kremy i balsamy, w których ponad 50 % będzie stanowiła faza wodna. Do wyboru mamy konserwanty w proszku i w płynie. Nie miałam jeszcze do czynienia z formami sproszkowanymi, dlatego nie wypowiem się na ich temat. W przypadku konserwantów w płynie mogę z czystym sumieniem polecić dwa. Pierwszy z nich znajdzie pewnie mniej entuzjastów, ponieważ nie jest EKO, jednak znam go dość dobrze ponieważ oprócz używania w domowych przepisach, stosuję go również w pracy. Mowa tu o mieszaninie Phenoxyethanol and Ethylhexylglycerin, dostępnej np tu. Drugim konserwantem, który póki co spisuje się bardzo dobrze jest konserwant zakupiony w sklepie EKO SPA (link). Kremy wykonane z jego dodatkiem, przechowywane w temperaturze pokojowej po pół roku wyglądają bardzo dobrze, czy tak będzie dalej, zobaczymy. Podsumowując drugą część postu zakupowego uzupełnijmy naszą listę o następujące substancje:

Woda demineralizowana
Mleczan sodu
Glicerol
Hydrolat (wedle uznania)
Konserwant

Wymienione składniki to doskonałe uzupełnienie listy przygotowanej w poprzednim poście. Dodatek wyżej wymienionych związków wzbogaca naszą domową produkcję o możliwość przygotowania balsamu, kremu, masła, mleczka.  Myślę, że skończę na takiej właśnie liście, choć wiem, że jest jeszcze tona dodatków, które możemy włożyć do naszego koszyka. Przeróżne ekstrakty, witaminy i proteiny, które każdy powinien wybrać sam. Jak to zrobić?? Trzeba trochę poszperać i poczytać. Moja rada jest jedna, nie kupujcie ogromnych ilości tych związków ponieważ są one dodawane w ilości ok 2 %. No chyba, że ktoś planuje kuchenną produkcję w ilości 10 kg:], wtedy życzę powodzenia:]. 

1 komentarz: